Start
Historia ludu kurpiowskiego PDF Drukuj Email
Wpisany przez Administrator   
środa, 01 września 2010 22:56

 

Materiały zamieszczone na tej stronie pochodzą ze zbiorów

Pana Kazimierza Orzoł z Baranowa

tel. (029)7613743

Wierszyk o Kurpiach
===============

 

Już nie taka nasza ziemia

Jak była przed laty.

Już tych wielkich borów nie ma

W zwierzynę bogatych.

Już dziś blisko, niedaleko,

Kogo chęć przyniesie,

Droga prosta, most nad rzeką,

Nikt nie zbłądzi w lesie.

I choć niebo się rozgwieździ

W piękny zmrok zimowy,

Żaden król tu nie przyjeżdża

Z Warszawy na łowy.

A czy króla, czy biedaka,

Droga przyprowadzi,

Tu gościnność jest jednaka,

Przyjmiemy go radzi.



Nasza  wioska

/autor – Józef Brzeski/

Wśród  lasów  i piasków  Mazowsza

leży piękna kurpiowska wioska,

mojemu sercu najdroższa

znać ja winna cała Polska.

Wioska, choć w ziemie uboga,

jest mi skarbem – daję słowo,

ciekawa jej dziejów droga

jej nazwa  brzmi  Baranowo.

Jej przeszłość w historii ginie,

blaskiem  wydarzeń świeci,

-  perłą w Mazowsza krainie

od wielu dziesięcioleci.

W puszczy kurpiowskiej powstała,

wśród  dzikiej, groźnej przyrody,

dzielnością ludu się uwieńczała,

z trudami szła dzielnie w zawody.

Z ludem kurpiowskim  złączona

poprzez wiekowe dzieje,

prawością serc opromieniona

- na szlaku historii widnieje.

Czas rwącym potokiem płynie,

burze dziejowe przeminą,

dźwięk pieśni o niej nie zginie

nad  mazowiecką równiną.

Wioska w przyrody szacie

potęgi rozkwitem zaszczyca,

postępem w każdej chacie,

nową historią zachwyca.

W wielości godnych pamiątek

niby  w złoto odziana,

to drogi sercu zakątek

-  moja wioska kochana.

Niech wielka – murowana

ciągle się rozrasta,

przez wszystkich umiłowana

przewyższy pobliskie miasta.

W nowości szatę ubrana

na dawnym  Mazowsza ustroniu,

dziś słońca blaskiem roześmiana

kolorami ulic i domów.

Kurpiowskie serca nasze

miłością  ją ozdabiają,

jej cudną słowiańską urodę

pieśni niech rozgłaszają.

 

Rajby /zaręczyny/

Mieszkańcy Puszczy Kurpiowskiej żenią się daleko wcześniej niż w innych okolicach.
Chłopcy żenią się mając lat dwadzieścia; dwadzieścia a nawet i osiemnaście, dziewczyny po skończeniu lat szesnastu. Ojciec po rozmowie z synem, czy chce się żenić i z którą, wysyła do rodziców panny młodej „raja" lub „ swatkę" na „wypyty", tj. z zapytaniem, czy nie zgodzililiby się wydać swojej córki za jego syna. Jeżeli raj przyniesie dobrą wiadomość, idzie ojciec z synem i rajem do domu p. młodej i pozdrawia wszystkich staropolskim zwyczajem:
- Niech bandzie pochwalony Jezus Chrystus !
Gospodarz : Na zieki zieków! Zitajta do nas.
Goście: Bóg zapłać za zitackie.
Raj: Co tu u was słychać? Podobno mata zdatnio jałówkę na sprzedanie,
Może byśta pokazali nom, bo my przyśliźwa ją kupsieć.
Gospodarz: To siadajta, może tam się co i znajdzie. A u waju jekze tam, co słychać,
aby dobrze?
Ojciec młodego: Toć ci nie najgorzy, ni ma co na Pana Boga narzekać, tylko uwazata,
momy zielką bziede z tym nasym Joneckiem. Chce się na gwałt
zenić z wasą Maryną i przyśliźwa się zapytać, jek wy na to: cy sia
zgadzała, cy nie ?
Gospodarz: Toć ty mnie Grzela znos, ze ja bym temu sprzeczny nie buł. Marysia
tez o ozanku myśli i jek ni sia zdaje, chłopak was ji się udoł, tylo
moja stara jesceby nie rada była dziwcaka od sia puscać.
Ojciec młodego: A gdzie waju bziałka ? / kobieta - żona/
Gospodarz: Zaro bandzie, tylko chsilke pocekajta, to ja jo zawołom.
Rózyno ? Choć owo tu.
Rózyna: A cegój tam znowu ?.
Gospodarz: Kupcy przyjechali po Marynę i cekają na ciebzie.
Chodźze, ino hyzo, bo poziedzo, coś im nie reda.
Rózyna: A skielo ?
Gospodarz: Z Browaru Grzela ze swoim Jonkiem, pośpiesz sia.
Rózyna: O mój świecie, toć zaro przyjde. /wchodzi/.
Ojciec mł: Jek się mos Rózyno ?! / wszyscy wstają i witają potrząsając się z nią
za rękę, a Jonek podejmuje ją pod nogi, mówiąc: Jek się macie, ciotko?
Rózyna: Bóg waju zapłać ! - toć dobrze oto. A wasa bziałka jekze tam, dobrze
aby wygląda ?.

Ojciec mł: No a juści galancie się trzyma. Casami pokaśle, postęka, ale bajki,
tylko uwazcie, mamy zielgi kłopot.
Rózyna: Jeki, gadajciez ?
Ojciec mł. Ano mój Jonek napsiero się zenić z waju dziewcakiem. Pozieda, co
tylo z nio się bandzie zeniuł, a insy to i zidzieć nie chce, i przyśli-
źwa prosić waju o Maryne. Mozeta być pewni ze ji zadny krzywdy
nie doma. Znata mnie chyba dobrze, ześwa ze staro oboje nie osta-
tni. Rence, że jej bandzie u nas dobrze, jek u rodny matki.
Rózyna: Toć ja waju zierze, tylo uwozata, Grzesiu, mnie dziewcak potrzebno.
Zreśto, jesce ma cas, dopsieru skońceła szesnastkę i jescse za chłopam
bziedy spróbuje. Mózia waju scerze, zem ji jesce nie rada do ludzi
oddawać.

 

Raj: Toć prawda, ale i Jonecka zielka śkoda, a jamu az się cni do waju
Maryny. Zreśtą zauwasta sobzie, ze oni się oboje od dawna już
znają i redziby jek najprędzej się pobrać. Jezeli będziecie sprzeczno,
to oboje uniesceślizicie. Przy tam jesteście jesce sama młodo i bez
niej sobzie redzić możecie. No i jek zgoda ?.
Rózyna: Toć jek poziedacie, co beza mnie majo być niescęślizi, to niech się
i bzierzą.
Ojciec mł: A toście złota kobzieta ! - niech waju Bóg błogosławi. No to chyba
się napsijem, kiedy noma tak gładko posło. A gdzie waju dziewcak?
Rózyna: A gdzieżby, jek nie za piecem. Jonecku skoc no hyzo, a przyprowadź
Zza pieca Maryne,- tylo uwazoj, abyś jej nie skrzywdził.
/Janek uradowany szybko pobiegł za piec, wyciąga dziewczynę
i przyprowadziwszy ją do matki, cierpliwie czeka na wyrok./
Rózyna: No i jekzes, Maryno, podobał ci się Jonek, co ? - Camu nie gadas,
gadaj śniało.
Maryna: Toć,- podobał. /Powiedziawszy te słowa, chce ze wstydu uciekać za
psiec, ale Jonek ją trzyma i nie daje jej uciec./
Rózyna : A ty Jonecku, co myślis, bzierzes ją za zone, udała ci się ,co ?.
Jonek: Camu by nie? Ja juz dawno o niej myśle, tylo ją ni dajcie.
Rózyna: No to bzierzta się, moje dzieci, niech waju Pan Jezus i ta Matka
Boska Castochowska błogosłazi. ----------------------------------------------------------------------------------------------------
Z rajbami bywało różnie. Raz za raja pojechał z młodym chłopakiem - raj, który był
wdowcem. A wybrali się do domu gdzie była i panna i wdowa. Zostawił na wozie
raj chłopaka, a sam poszedł dowiedzieć się czy ich przyjmą. Gdy upłynęło z pół wie-
czora, podpity już dobrze raj, wraca do furmanki i mówi młodemu: - wiesz co,
siebie ledwie upchnąłem, ciebie już nie mogłem.

Ojcowie omawiają najważniejsze sprawy tj. o „ wyrzandzie" /posagu/ o terminie
zapowiedzi i wesela. Jeżeli chłopak żeni się na majątek do dziewczyny -mówią - że
ożenił się do „ dziedziczki „. Jeżeli dziewczyna wychodzi na majątek do chłopaka
to „ wyzanili ją na stronę".
Często żartowano, że większość dzieci w rodzinie miała dwa wyjścia, ożenić się „na
stronę" albo „do ludzi".
Dawniej łatwo było poznać, gdzie była dziedziczka. Bo przed domem stał krzyż
albo kapliczka. Dlaczego - ? Żeby chłopak, co się z dziedziczką ożenił - miał pod
czym się modlić. Dziedziczką najczęściej bywała panna, której nikt nie chciał. Bo
była albo nieładna, chorowita lub jak była jedynaczką - to tak się „nosiła" - że i
dobremu mężowi wytrzymać z nią było trudno. Miał więc gdzie się przy domu
modlić - bo o rozwodach w tych czasach nie było mowy.


Na zapowiedzi dawano w sobotę. Przed południem tego dnia, którego dają na zapowiedzi, przyjeżdża młody z rodzicami, drużbami do domu panny młodej i po wspólnym dobrym obiedzie, starzy zostają w domu, a młodzi z drużbami jadą na
na plebanię do proboszcza dać na zapowiedzi.
Proboszcz wypytał się o pacierz, zasady wiary, czy są dla siebie obcy . Oprócz odpowiedzi pozytywnych, trafiały się nie raz i zabawne. Na pytanie
księdza czy są młodzi przygotowani do wesela - padła odpowiedź: no , - ojce mają
dwu wieprzów, byka z 200 kilo, no i wszystko, co potrzebne.
Rzeczywiście - te potrzeby do wesela były niezbędne. Rodziny i krewnych we wsi było tyle, że zapraszano nieraz wszystkie rodziny ze wsi.
Jedna panna na pytanie księdza - czy wie, co to jest małżeństwo, odpowiedziała
krótko: - niarkuję. /domyślam się/.
I rzeczywiście, wiele takich 16 - 17 -latek o życiu w małżeństwie tylko „niarkowało".
Co ich czekało w życiu, dowiedzieli się później.

 

Poprawiony: środa, 01 września 2010 23:32
 
Reklama
Copyright © 2010 Gminny Ośrodek Kultury Sportu i Rekreacji w Baranowie. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Joomla! jest wolnym oprogramowaniem dostępnym na licencji GNU GPL.
 

Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 8 gości