|
Materiały zamieszczone na tej stronie pochodzą ze zbiorów
Pana Kazimierza Orzoł z Baranowa
tel. (029)7613743

Wierszyk o Kurpiach ===============
Już nie taka nasza ziemia
Jak była przed laty.
Już tych wielkich borów nie ma
W zwierzynę bogatych.
Już dziś blisko, niedaleko,
Kogo chęć przyniesie,
Droga prosta, most nad rzeką,
Nikt nie zbłądzi w lesie.
I choć niebo się rozgwieździ
W piękny zmrok zimowy,
Żaden król tu nie przyjeżdża
Z Warszawy na łowy.
A czy króla, czy biedaka,
Droga przyprowadzi,
Tu gościnność jest jednaka,
Przyjmiemy go radzi.

Nasza wioska
/autor – Józef Brzeski/
Wśród lasów i piasków Mazowsza
leży piękna kurpiowska wioska,
mojemu sercu najdroższa
znać ja winna cała Polska.
Wioska, choć w ziemie uboga,
jest mi skarbem – daję słowo,
ciekawa jej dziejów droga
jej nazwa brzmi Baranowo.
Jej przeszłość w historii ginie,
blaskiem wydarzeń świeci,
- perłą w Mazowsza krainie
od wielu dziesięcioleci.
W puszczy kurpiowskiej powstała,
wśród dzikiej, groźnej przyrody,
dzielnością ludu się uwieńczała,
z trudami szła dzielnie w zawody.
Z ludem kurpiowskim złączona
poprzez wiekowe dzieje,
prawością serc opromieniona
- na szlaku historii widnieje.
Czas rwącym potokiem płynie,
burze dziejowe przeminą,
dźwięk pieśni o niej nie zginie
nad mazowiecką równiną.
Wioska w przyrody szacie
potęgi rozkwitem zaszczyca,
postępem w każdej chacie,
nową historią zachwyca.
W wielości godnych pamiątek
niby w złoto odziana,
to drogi sercu zakątek
- moja wioska kochana.
Niech wielka – murowana
ciągle się rozrasta,
przez wszystkich umiłowana
przewyższy pobliskie miasta.
W nowości szatę ubrana
na dawnym Mazowsza ustroniu,
dziś słońca blaskiem roześmiana
kolorami ulic i domów.
Kurpiowskie serca nasze
miłością ją ozdabiają,
jej cudną słowiańską urodę
pieśni niech rozgłaszają.

Rajby /zaręczyny/
Mieszkańcy Puszczy Kurpiowskiej żenią się daleko wcześniej niż w innych okolicach. Chłopcy żenią się mając lat dwadzieścia; dwadzieścia a nawet i osiemnaście, dziewczyny po skończeniu lat szesnastu. Ojciec po rozmowie z synem, czy chce się żenić i z którą, wysyła do rodziców panny młodej „raja" lub „ swatkę" na „wypyty", tj. z zapytaniem, czy nie zgodzililiby się wydać swojej córki za jego syna. Jeżeli raj przyniesie dobrą wiadomość, idzie ojciec z synem i rajem do domu p. młodej i pozdrawia wszystkich staropolskim zwyczajem: - Niech bandzie pochwalony Jezus Chrystus ! Gospodarz : Na zieki zieków! Zitajta do nas. Goście: Bóg zapłać za zitackie. Raj: Co tu u was słychać? Podobno mata zdatnio jałówkę na sprzedanie, Może byśta pokazali nom, bo my przyśliźwa ją kupsieć. Gospodarz: To siadajta, może tam się co i znajdzie. A u waju jekze tam, co słychać, aby dobrze? Ojciec młodego: Toć ci nie najgorzy, ni ma co na Pana Boga narzekać, tylko uwazata, momy zielką bziede z tym nasym Joneckiem. Chce się na gwałt zenić z wasą Maryną i przyśliźwa się zapytać, jek wy na to: cy sia zgadzała, cy nie ? Gospodarz: Toć ty mnie Grzela znos, ze ja bym temu sprzeczny nie buł. Marysia tez o ozanku myśli i jek ni sia zdaje, chłopak was ji się udoł, tylo moja stara jesceby nie rada była dziwcaka od sia puscać. Ojciec młodego: A gdzie waju bziałka ? / kobieta - żona/ Gospodarz: Zaro bandzie, tylko chsilke pocekajta, to ja jo zawołom. Rózyno ? Choć owo tu. Rózyna: A cegój tam znowu ?. Gospodarz: Kupcy przyjechali po Marynę i cekają na ciebzie. Chodźze, ino hyzo, bo poziedzo, coś im nie reda. Rózyna: A skielo ? Gospodarz: Z Browaru Grzela ze swoim Jonkiem, pośpiesz sia. Rózyna: O mój świecie, toć zaro przyjde. /wchodzi/. Ojciec mł: Jek się mos Rózyno ?! / wszyscy wstają i witają potrząsając się z nią za rękę, a Jonek podejmuje ją pod nogi, mówiąc: Jek się macie, ciotko? Rózyna: Bóg waju zapłać ! - toć dobrze oto. A wasa bziałka jekze tam, dobrze aby wygląda ?.

Ojciec mł: No a juści galancie się trzyma. Casami pokaśle, postęka, ale bajki, tylko uwazcie, mamy zielgi kłopot. Rózyna: Jeki, gadajciez ? Ojciec mł. Ano mój Jonek napsiero się zenić z waju dziewcakiem. Pozieda, co tylo z nio się bandzie zeniuł, a insy to i zidzieć nie chce, i przyśli- źwa prosić waju o Maryne. Mozeta być pewni ze ji zadny krzywdy nie doma. Znata mnie chyba dobrze, ześwa ze staro oboje nie osta- tni. Rence, że jej bandzie u nas dobrze, jek u rodny matki. Rózyna: Toć ja waju zierze, tylo uwozata, Grzesiu, mnie dziewcak potrzebno. Zreśto, jesce ma cas, dopsieru skońceła szesnastkę i jescse za chłopam bziedy spróbuje. Mózia waju scerze, zem ji jesce nie rada do ludzi oddawać.
Raj: Toć prawda, ale i Jonecka zielka śkoda, a jamu az się cni do waju Maryny. Zreśtą zauwasta sobzie, ze oni się oboje od dawna już znają i redziby jek najprędzej się pobrać. Jezeli będziecie sprzeczno, to oboje uniesceślizicie. Przy tam jesteście jesce sama młodo i bez niej sobzie redzić możecie. No i jek zgoda ?. Rózyna: Toć jek poziedacie, co beza mnie majo być niescęślizi, to niech się i bzierzą. Ojciec mł: A toście złota kobzieta ! - niech waju Bóg błogosławi. No to chyba się napsijem, kiedy noma tak gładko posło. A gdzie waju dziewcak? Rózyna: A gdzieżby, jek nie za piecem. Jonecku skoc no hyzo, a przyprowadź Zza pieca Maryne,- tylo uwazoj, abyś jej nie skrzywdził. /Janek uradowany szybko pobiegł za piec, wyciąga dziewczynę i przyprowadziwszy ją do matki, cierpliwie czeka na wyrok./ Rózyna: No i jekzes, Maryno, podobał ci się Jonek, co ? - Camu nie gadas, gadaj śniało. Maryna: Toć,- podobał. /Powiedziawszy te słowa, chce ze wstydu uciekać za psiec, ale Jonek ją trzyma i nie daje jej uciec./ Rózyna : A ty Jonecku, co myślis, bzierzes ją za zone, udała ci się ,co ?. Jonek: Camu by nie? Ja juz dawno o niej myśle, tylo ją ni dajcie. Rózyna: No to bzierzta się, moje dzieci, niech waju Pan Jezus i ta Matka Boska Castochowska błogosłazi. ---------------------------------------------------------------------------------------------------- Z rajbami bywało różnie. Raz za raja pojechał z młodym chłopakiem - raj, który był wdowcem. A wybrali się do domu gdzie była i panna i wdowa. Zostawił na wozie raj chłopaka, a sam poszedł dowiedzieć się czy ich przyjmą. Gdy upłynęło z pół wie- czora, podpity już dobrze raj, wraca do furmanki i mówi młodemu: - wiesz co, siebie ledwie upchnąłem, ciebie już nie mogłem.

Ojcowie omawiają najważniejsze sprawy tj. o „ wyrzandzie" /posagu/ o terminie zapowiedzi i wesela. Jeżeli chłopak żeni się na majątek do dziewczyny -mówią - że ożenił się do „ dziedziczki „. Jeżeli dziewczyna wychodzi na majątek do chłopaka to „ wyzanili ją na stronę". Często żartowano, że większość dzieci w rodzinie miała dwa wyjścia, ożenić się „na stronę" albo „do ludzi". Dawniej łatwo było poznać, gdzie była dziedziczka. Bo przed domem stał krzyż albo kapliczka. Dlaczego - ? Żeby chłopak, co się z dziedziczką ożenił - miał pod czym się modlić. Dziedziczką najczęściej bywała panna, której nikt nie chciał. Bo była albo nieładna, chorowita lub jak była jedynaczką - to tak się „nosiła" - że i dobremu mężowi wytrzymać z nią było trudno. Miał więc gdzie się przy domu modlić - bo o rozwodach w tych czasach nie było mowy.
 Na zapowiedzi dawano w sobotę. Przed południem tego dnia, którego dają na zapowiedzi, przyjeżdża młody z rodzicami, drużbami do domu panny młodej i po wspólnym dobrym obiedzie, starzy zostają w domu, a młodzi z drużbami jadą na na plebanię do proboszcza dać na zapowiedzi. Proboszcz wypytał się o pacierz, zasady wiary, czy są dla siebie obcy . Oprócz odpowiedzi pozytywnych, trafiały się nie raz i zabawne. Na pytanie księdza czy są młodzi przygotowani do wesela - padła odpowiedź: no , - ojce mają dwu wieprzów, byka z 200 kilo, no i wszystko, co potrzebne. Rzeczywiście - te potrzeby do wesela były niezbędne. Rodziny i krewnych we wsi było tyle, że zapraszano nieraz wszystkie rodziny ze wsi. Jedna panna na pytanie księdza - czy wie, co to jest małżeństwo, odpowiedziała krótko: - niarkuję. /domyślam się/. I rzeczywiście, wiele takich 16 - 17 -latek o życiu w małżeństwie tylko „niarkowało". Co ich czekało w życiu, dowiedzieli się później.
|