Zespół "Pod Borem"
Pogoda
An error occured during parsing XML data. Please try again.Dożynki 2011
Wieści z mazowsza
-
Wyróżnienia z okazji Dnia Samorządowca
Order Odrodzenia Polski, krzyże zasługi oraz medal za długoletnią służbę...
-
Ewidencja gruntów i budynków – warsztaty
Szkolenie z zakresu prowadzenia postępowań administracyjnych dotyczących ewidencji gruntów i...
-
Odsłonięcie tablicy ku czci Grzegorza Przemyka
Przy ul. Jezuickiej 1/3 w Warszawie odsłonięto tablicę upamiętniającą Grzegorza...
-
Ćwiczenia obronne „Katedra 2012”
Dwudniowe manewry w Płocku (10 – 11 maja) mają skontrolować...
-
Przeciwdziałanie przemocy w rodzinie - warsztaty
Szkolenie dotyczące przeciwdziałania przemocy w rodzinie w oparciu o procedurę...
-
Szkolenie obronne dla samorządowców
Starostowie i prezydenci miast na prawach powiatów będą uczestnikami szkolenia...
-
Zagrożenie pożarowe w regionie
W mazowieckich lasach obowiązuje wysoki stopień zagrożenia pożarowego. W lasach...
-
Dzień Flagi Rzeczypospolitej Polskiej
Centralne uroczystości zorganizowano m.in. na Placu Zamkowym w Warszawie oraz...
Odwiedza nas 11 gości oraz 0 użytkowników.
Zwyczaje i obyczaje Kurpiów
- Szczegóły
- Kategoria: Kazik Orzoł
- Utworzono: wtorek, 06, luty 2007 14:58
- Poprawiono: wtorek, 06, luty 2007 14:58
- Administrator
- Odsłony: 937
ateriały zamieszczone na tej stronie pochodzą ze zbiorów
Pana Kazimierza Orzoł z Baranowa
tel. (029)7613743
Wierszyk o Kurpiach
===============
Nasza wioska /autor – Józef Brzeski/Wśród lasów i piasków Mazowszależy piękna kurpiowska wioska,mojemu sercu najdroższaznać ja winna cała Polska.Wioska, choć w ziemie uboga,jest mi skarbem – daję słowo,ciekawa jej dziejów drogajej nazwa brzmi Baranowo.Jej przeszłość w historii ginie,blaskiem wydarzeń świeci,- perłą w Mazowsza krainieod wielu dziesięcioleci.W puszczy kurpiowskiej powstała,wśród dzikiej, groźnej przyrody,dzielnością ludu się uwieńczała,z trudami szła dzielnie w zawody.Z ludem kurpiowskim złączonapoprzez wiekowe dzieje,prawością serc opromieniona- na szlaku historii widnieje.Czas rwącym potokiem płynie,burze dziejowe przeminą,dźwięk pieśni o niej nie zginienad mazowiecką równiną.Wioska w przyrody szaciepotęgi rozkwitem zaszczyca,postępem w każdej chacie,nową historią zachwyca.W wielości godnych pamiątekniby w złoto odziana,to drogi sercu zakątek- moja wioska kochana.Niech wielka – murowanaciągle się rozrasta,przez wszystkich umiłowanaprzewyższy pobliskie miasta.W nowości szatę ubranana dawnym Mazowsza ustroniu,dziś słońca blaskiem roześmianakolorami ulic i domów.Kurpiowskie serca naszemiłością ją ozdabiają,jej cudną słowiańską urodę pieśni niech rozgłaszają.
Rajby /zaręczyny/
Mieszkańcy Puszczy Kurpiowskiej żenią się daleko wcześniej niż w innych okolicach.Chłopcy żenią się mając lat dwadzieścia; dwadzieścia a nawet i osiemnaście, dziewczyny po skończeniu lat szesnastu. Ojciec po rozmowie z synem, czy chce się żenić i z którą, wysyła do rodziców panny młodej „raja" lub „ swatkę" na „wypyty", tj. z zapytaniem, czy nie zgodzililiby się wydać swojej córki za jego syna. Jeżeli raj przyniesie dobrą wiadomość, idzie ojciec z synem i rajem do domu p. młodej i pozdrawia wszystkich staropolskim zwyczajem:
- Niech bandzie pochwalony Jezus Chrystus !
Gospodarz : Na zieki zieków! Zitajta do nas.
Goście: Bóg zapłać za zitackie.
Raj: Co tu u was słychać? Podobno mata zdatnio jałówkę na sprzedanie,
Może byśta pokazali nom, bo my przyśliźwa ją kupsieć.
Gospodarz: To siadajta, może tam się co i znajdzie. A u waju jekze tam, co słychać,
aby dobrze?
Ojciec młodego: Toć ci nie najgorzy, ni ma co na Pana Boga narzekać, tylko uwazata,
momy zielką bziede z tym nasym Joneckiem. Chce się na gwałt
zenić z wasą Maryną i przyśliźwa się zapytać, jek wy na to: cy sia
zgadzała, cy nie ?
Gospodarz: Toć ty mnie Grzela znos, ze ja bym temu sprzeczny nie buł. Marysia
tez o ozanku myśli i jek ni sia zdaje, chłopak was ji się udoł, tylo
moja stara jesceby nie rada była dziwcaka od sia puscać.
Ojciec młodego: A gdzie waju bziałka ? / kobieta - żona/
Gospodarz: Zaro bandzie, tylko chsilke pocekajta, to ja jo zawołom.
Rózyno ? Choć owo tu.
Rózyna: A cegój tam znowu ?.
Gospodarz: Kupcy przyjechali po Marynę i cekają na ciebzie.
Chodźze, ino hyzo, bo poziedzo, coś im nie reda.
Rózyna: A skielo ?
Gospodarz: Z Browaru Grzela ze swoim Jonkiem, pośpiesz sia.
Rózyna: O mój świecie, toć zaro przyjde. /wchodzi/.
Ojciec mł: Jek się mos Rózyno ?! / wszyscy wstają i witają potrząsając się z nią
za rękę, a Jonek podejmuje ją pod nogi, mówiąc: Jek się macie, ciotko?
Rózyna: Bóg waju zapłać ! - toć dobrze oto. A wasa bziałka jekze tam, dobrze
aby wygląda ?.Ojciec mł: No a juści galancie się trzyma. Casami pokaśle, postęka, ale bajki,
tylko uwazcie, mamy zielgi kłopot.
Rózyna: Jeki, gadajciez ?
Ojciec mł. Ano mój Jonek napsiero się zenić z waju dziewcakiem. Pozieda, co
tylo z nio się bandzie zeniuł, a insy to i zidzieć nie chce, i przyśli-
źwa prosić waju o Maryne. Mozeta być pewni ze ji zadny krzywdy
nie doma. Znata mnie chyba dobrze, ześwa ze staro oboje nie osta-
tni. Rence, że jej bandzie u nas dobrze, jek u rodny matki.
Rózyna: Toć ja waju zierze, tylo uwozata, Grzesiu, mnie dziewcak potrzebno.
Zreśto, jesce ma cas, dopsieru skońceła szesnastkę i jescse za chłopam
bziedy spróbuje. Mózia waju scerze, zem ji jesce nie rada do ludzi
oddawać.Raj: Toć prawda, ale i Jonecka zielka śkoda, a jamu az się cni do waju
Maryny. Zreśtą zauwasta sobzie, ze oni się oboje od dawna już
znają i redziby jek najprędzej się pobrać. Jezeli będziecie sprzeczno,
to oboje uniesceślizicie. Przy tam jesteście jesce sama młodo i bez
niej sobzie redzić możecie. No i jek zgoda ?.
Rózyna: Toć jek poziedacie, co beza mnie majo być niescęślizi, to niech się
i bzierzą.
Ojciec mł: A toście złota kobzieta ! - niech waju Bóg błogosławi. No to chyba
się napsijem, kiedy noma tak gładko posło. A gdzie waju dziewcak?
Rózyna: A gdzieżby, jek nie za piecem. Jonecku skoc no hyzo, a przyprowadź
Zza pieca Maryne,- tylo uwazoj, abyś jej nie skrzywdził.
/Janek uradowany szybko pobiegł za piec, wyciąga dziewczynę
i przyprowadziwszy ją do matki, cierpliwie czeka na wyrok./
Rózyna: No i jekzes, Maryno, podobał ci się Jonek, co ? - Camu nie gadas,
gadaj śniało.
Maryna: Toć,- podobał. /Powiedziawszy te słowa, chce ze wstydu uciekać za
psiec, ale Jonek ją trzyma i nie daje jej uciec./
Rózyna : A ty Jonecku, co myślis, bzierzes ją za zone, udała ci się ,co ?.
Jonek: Camu by nie? Ja juz dawno o niej myśle, tylo ją ni dajcie.
Rózyna: No to bzierzta się, moje dzieci, niech waju Pan Jezus i ta Matka
Boska Castochowska błogosłazi. ----------------------------------------------------------------------------------------------------
Z rajbami bywało różnie. Raz za raja pojechał z młodym chłopakiem - raj, który był
wdowcem. A wybrali się do domu gdzie była i panna i wdowa. Zostawił na wozie
raj chłopaka, a sam poszedł dowiedzieć się czy ich przyjmą. Gdy upłynęło z pół wie-
czora, podpity już dobrze raj, wraca do furmanki i mówi młodemu: - wiesz co,
siebie ledwie upchnąłem, ciebie już nie mogłem.
Ojcowie omawiają najważniejsze sprawy tj. o „ wyrzandzie" /posagu/ o terminie
zapowiedzi i wesela. Jeżeli chłopak żeni się na majątek do dziewczyny -mówią - że
ożenił się do „ dziedziczki „. Jeżeli dziewczyna wychodzi na majątek do chłopaka
to „ wyzanili ją na stronę".
Często żartowano, że większość dzieci w rodzinie miała dwa wyjścia, ożenić się „na
stronę" albo „do ludzi".
Dawniej łatwo było poznać, gdzie była dziedziczka. Bo przed domem stał krzyż
albo kapliczka. Dlaczego - ? Żeby chłopak, co się z dziedziczką ożenił - miał pod
czym się modlić. Dziedziczką najczęściej bywała panna, której nikt nie chciał. Bo
była albo nieładna, chorowita lub jak była jedynaczką - to tak się „nosiła" - że i
dobremu mężowi wytrzymać z nią było trudno. Miał więc gdzie się przy domu
modlić - bo o rozwodach w tych czasach nie było mowy.
Na zapowiedzi dawano w sobotę. Przed południem tego dnia, którego dają na zapowiedzi, przyjeżdża młody z rodzicami, drużbami do domu panny młodej i po wspólnym dobrym obiedzie, starzy zostają w domu, a młodzi z drużbami jadą na
na plebanię do proboszcza dać na zapowiedzi.
Proboszcz wypytał się o pacierz, zasady wiary, czy są dla siebie obcy . Oprócz odpowiedzi pozytywnych, trafiały się nie raz i zabawne. Na pytanie
księdza czy są młodzi przygotowani do wesela - padła odpowiedź: no , - ojce mają
dwu wieprzów, byka z 200 kilo, no i wszystko, co potrzebne.
Rzeczywiście - te potrzeby do wesela były niezbędne. Rodziny i krewnych we wsi było tyle, że zapraszano nieraz wszystkie rodziny ze wsi.
Jedna panna na pytanie księdza - czy wie, co to jest małżeństwo, odpowiedziała
krótko: - niarkuję. /domyślam się/.
I rzeczywiście, wiele takich 16 - 17 -latek o życiu w małżeństwie tylko „niarkowało".
Co ich czekało w życiu, dowiedzieli się później.


