Zespół "Pod Borem"
Pogoda
An error occured during parsing XML data. Please try again.Dożynki 2011
Wieści z mazowsza
-
Wyróżnienia z okazji Dnia Samorządowca
Order Odrodzenia Polski, krzyże zasługi oraz medal za długoletnią służbę...
-
Ewidencja gruntów i budynków – warsztaty
Szkolenie z zakresu prowadzenia postępowań administracyjnych dotyczących ewidencji gruntów i...
-
Odsłonięcie tablicy ku czci Grzegorza Przemyka
Przy ul. Jezuickiej 1/3 w Warszawie odsłonięto tablicę upamiętniającą Grzegorza...
-
Ćwiczenia obronne „Katedra 2012”
Dwudniowe manewry w Płocku (10 – 11 maja) mają skontrolować...
-
Przeciwdziałanie przemocy w rodzinie - warsztaty
Szkolenie dotyczące przeciwdziałania przemocy w rodzinie w oparciu o procedurę...
-
Szkolenie obronne dla samorządowców
Starostowie i prezydenci miast na prawach powiatów będą uczestnikami szkolenia...
-
Zagrożenie pożarowe w regionie
W mazowieckich lasach obowiązuje wysoki stopień zagrożenia pożarowego. W lasach...
-
Dzień Flagi Rzeczypospolitej Polskiej
Centralne uroczystości zorganizowano m.in. na Placu Zamkowym w Warszawie oraz...
Odwiedza nas 10 gości oraz 0 użytkowników.
O Puszczy Kurpiowskiej
- Szczegóły
- Kategoria: Kazik Orzoł
- Utworzono: wtorek, 19, wrzesień 2006 15:57
- Poprawiono: wtorek, 19, wrzesień 2006 15:57
- Administrator
- Odsłony: 231
Materiały zamieszczone na tej stronie pochodzą ze zbiorów
Pana Kazimierza Orzoł z Baranowa
Ogólny rzut oka na Puszczę Kurpiowską
/Przedruk z „Puszcza Kurpiowska w pieśni”/
Za rzeką Narwią w Ostrołęce rozpoczyna się Puszcza Kurpiowska: lasy, lasy i piaski. Ale aby bliżej poznać tę puszczę , trzeba dostać się do jej głębin, zajrzeć do chat kurpiowskich, przypatrzeć się życiu tego biednego ludu, wniknąć w jego potrzeby, poznać jego gwarę, przysłuchać się podobnej do nawoływania nocnej „pućki” i do poszumu leśnego jego pieśni, która tam codziennie na polach, łęgach, na łąkach i w lasach się rozlega. Wtedy dopiero poznasz cały urok tej smutnej, ale ciekawej okolicy.
Puszcza Kurpiowska, to puszcza szeroka i długa, ciągnie się bowiem od Chorzel, Bartnik i Nowej Wsi, po Kolno i Nowogród, Nowogród od Ostrołęki po granicę pruską.
Dawnymi czasy cały ten szmat ziemi podzielony był na Puszczę Nowogrodzką i Ostrołęcką vel Myszyniecką. Dziś ludność tamtejsza podziałów tych nie zna i całe te przestrzenie nazywa puszczą Kurpiowską, a stolicą całej puszczy jest Myszyniec, na rz. Rozogą położony.
Puszcza Kurpiowska jest rażąco odmienna od innych okolic kraju i robi wrażenie smutne i przygnębiające. Gościńce piaszczyste i tak szerokie, że w niektórych miejscach np.: na trakcie idącym z Chorzel do Myszyńca z pięć wozów obok siebie jechać może.
Gleba mało urodzajna, przeważnie piaski i sapy i dlatego kurpiki sieją najwięcej żyta i gryki. Owies i jęczmień tylko przy dołkach się udaje. Kartofle za to obficie się rodzą. Pszenicę mogą siać tylko niektóre wsie, jak : Dylewo, Dąbrowy, Myszyniec Stary, Surowe i Wolkowe, i to tylko miejscami. Łąk na puszczy jest bardzo dużo, ale większość kwaśnych, mało żyznych. Do osuszenia ich i użyźnienia potrzeba rowów, kanałów, a to może przeprowadzić tylko rząd, bo Kurpie są za biedni, by mogli sobie na takie wydatki pozwolić. Całą ozdobą Puszczy Kurpiowskiej są olbrzymie, mimo poczynionych przez Niemców w czasie wojny spustoszeń – bory i lasy. Z gatunków drzew najlepiej się tu udaje sosna, brzoza i olcha. Świerk i dębina gdzieniegdzie tylko rosną, grabiny wcale nie widać.
Dawnymi czasy aż się tu roiło od grubego zwierza. Były tu sarny, dziki, jelenie, łosie, nawet żubry się zdarzały. Jeszcze dziś starzy kurpikowie z radością wspominają te piękne czasy. Obecnie zaledwie zająca, lisa i kune i to w małej ilości spotkać można. Saren nie ma , a jeżeli się jaka pokaże, to przychodzi z pobliskich pruskich lasów. Lichy zwierzostan wskazuje, jak na Puszczy rozwinęło się kłusownictwo. Z ptactwa dawnymi czasy było bardzo dużo cietrzewi. Przed samą wojną trafiało mi się jeszcze spotkać je w okolicy Bandyś, dziś ich również nie ma. Kaczek za to jest bardzo dużo na rzekach: Omulwi, Rozodze, Pisie, Szkwie, na olbrzymim zabagnionym jeziorze Serafin i na wielkich błotach: Karaska i Kopaczyska. W lasach i na polach jest bardzo dużo kuropatw, jarząbków i drozdów. Słomki też tu swoje ciągi tutaj mają. Na smugach i łąkach odzywają się kuliki, bąki, czajki, boćki i bekasy. Na wiosnę przylata tysiące dzikich gęsi, żurawi, nawet łabędzie kurpiki spotykają /opowiadał Kurp z Sidziego Borku/.
Puszczę tą zamieszkuje przed 14 wiekiem osiadły tu lud, Kurpiami zwany. Nazwę tą otrzymał od obuwia łyczanego, jakie dawnymi czasy nosił. Głowę nakrywa czapką z sukna granatowego – maciejówką / dawniej noszono filcowy czarny niski półcylinder. Kołnierzyka ani krawata Kurpie nie noszą, bo mają kołnierz u koszuli wykładany, ładnie czerwonymi nićmi wyszywany, podobnież mankiety u rękawów.. W miejsce krawata noszą pod szyją faworek czerwony lub zielony w kokardkę związany. Kobiety noszą koszulę płócienna z szerokimi rękawami, kołnierzykiem wykładanym, czerwonymi nićmi wyszytym. Na koszulę „kitel” czyli suknie w pasy lub kratki przez siebie samą udzianą i zrobiona. Kolor kitla przeważa czerwony z żółtym i zielonym, choć i innych kolorów używają. Na piersi kurpianka wkłada wcięty „zistek” tj. sznurówkę z atłasu czarnego, zielonego lub amarantowego trzema lub więcej spuszczającymi się na biodra klapkami. Wokoło szyi kilka sznurów bursztynowych lub szklanych paciorków, zakończonych krzyżykiem. Zamiast sznurówki noszą jeszcze lużne kaftaniki „jacki” obszyte wokoło koronką czarną a nie raz i złotym szychtem. Na głowę zarzucają kwiecistą wełnianą lub perkalową chusteczkę, „na zakład” założoną, z tyłu związaną. Małe dziewczynki od sześciu lat i niżej ubierają się tak jak stare kobiety.
Mężczyźni latem, w dzień powszedni chodzą boso lub w chodakach z partu /płótna grubego/ grubego podszewki skórzanej, w spodniach z grubego białego płótna lub cejku i w koszuli swojej roboty. Zimą na koszule nadziewają ciepły „lejbzik” – kaftan i „spancerek” tj. kamizelkę cajkową albo sukienną, a na to podszyty kożuchem sukmanek.
Kobiety w dzień powszedni, latem chodzą tylko w koszuli i kitlu, zimą na koszule wdziewają sznurówkę albo ciepły kaftanik, a do kościoła narzucają na plecy wełniany, w kratki robiony, różnokolorowy fartuch albo dużą ciepłą chustkę.
Niektóre kobiety okrywają się kraciastymi kilimami swojej roboty. Przy domu na nogi nic nie wkładają /niektóre kładą drewniaki/. Do kościoła nakładają „cizamki” tj sznurowane kamasze.
Kurpie ogólnie są ludem dorodnym. Mężczyźni wzrostu średniego, choć trafiają się i wysocy; twarz mają pociągłą, nos dosyć długi i duży. Kobiety są nieduże, ale za to tęgie, „opiekłe” jak to same o sobie śpiewają:
Chocim mała, ale gruba,
Urosne ci, jek i druga.
Wąsy i brody ogólnie mężczyźni golą, włosy noszą dłuższe niż w innych okolicach.
Kobiety czeszą się przez środek głowy, włosy splatają w dwa warkocze i spuszczają je na plecy. Powiadają że czynią to na pamiątkę, że i Matka Boska nie spinała włosów, ale je na ramiona spuszczała. Barwa włosów przeważa jasna, choć i szatynów na puszczy jest bardzo dużo. Oczy niebieskie, rzadko piwne, cera u kobiet młodych nadzwyczaj delikatna, bieluchna, że i nie jedna warszawianka by im pozazdrościła. Starsze kobiety na twarzy robią się żółte, sparciałe. Mężczyźni starsi mają cerę śniadą.
Sposób odżywiania się u Kurpiów jest jeszcze pierwotny. Najgłówniejszymi ich potrawami są: „rejbaki” tj. kluski, placki z kartofli, „pampuchy – placki z mąki i „jagła” tj. kasza jaglana /z prosa/ z mlekiem, kartofle z mlekiem, kartofle z kapustą /w kapuście dużo kaszy jęczmiennej i trochę sadła/. Mięsa Kurp nie widzi, chyba na święta i przy rodzinnej uroczystości /chrzciny i wesele/. Po pogrzebie idą Kurpie do karczmy na poczęstunek, gdzie piją „psiwo’ i jako zakąskę jedzą chleb , czasami kiełbasę. Kurp jeżeli prosiaka uchowa, to go sprzeda na podatki, lub coś do domu kupi. Nic też dziwnego że kurpie nędznie wyglądają i szybko się starzeją.
Dawnymi czasy, kiedy na Puszczy kurpików było jeszcze mało, a lasów była moc, zajmowano się tutaj bartnictwem, łowiectwem, w niektórych miejscowościach i rybołówstwem. Dziś głównym zajęciem jest praca na roli. Ziemia lekka piaszczysta i sapowata kiepsko rodzi i wszystkich wyżywić nie jest zdolna. Idzie więc biedny Kurp, na zarobek do lasów rządowych, idzie do Prus Wschodnich, jak bieda dokuczy i zarobków nigdzie znaleźć nie można, jedzie za morza, do krajów bogatych, jak do Ameryki, Kanady, Brazylii, byle „niescęsną dolę poprazić”.
Najważniejszym źródłem dochodów Kurpiów jest przychówek krów, świń, owiec. Lubią też hodować młode żrebaki „ kiziaki” które doskonale wychowują i sprzedają za dobre pieniądze do Prus lub na szlachtę. Kurpianki wyrabiają delikatne, piękne płótna „part”, a także z wełny owiec robią sukno na chłopskie ubrania i wełniane kilimy, płócienne kolorowe chodniki, które sprzedają często aż w odległych miastach. Duże zyski czerpią również ze sprzedaż suszonych grzybów, borówek, jagód – których tutaj obfitość się rodzi.
Kurp, jak i każdy człowiek nie jest bez wad.. Słyszałem od wielu osób, że są na ogół leniwi. Jeżeli chodzi o mężczyzn – to się najzupełniej zgadzam. Lubią oni się wałęsać, po podścianiu z sąsiadami przesiadywać i „fefkę” /fajkę/ palić i dlatego też w gospodarstwie i codziennym ich życiu niema porządku i ładu, bo wszystko się robi „jek leci” tzn. jak bądź. Kto musiał i wyjechał za granice i tam popracował i widział jak ludzie pracują i żyją, większy dostatek w ich domach, i widział wiele pięknych rzeczy - po powrocie inaczej też wziął się do pracy. Wielu z nich nie gorzej gospodarzy niż szlachcic. – Kobiety – ogólnie są pracowite, nie tylko dzieci i dom oporządzą, ale jeszcze mężom w podwórzu pomagają. A ile to pracy wkładają one w uprawę lnu i przerobienie go na płótno. One też pracują przy zbiorze żyta, pieleniu i „żeciu” prosa.
Kradzieży na Puszczy nie ma, bo Kurpie, zdybawszy złodzieja na uczynku, tak go osądzą i ukarzą, że więcej kraść nie przychodzi. Jedyną kradzieżą której Kurp się dopuszcza, a której za grzech sobie nie poczytuje, jest wyrąbanie drzewa w lesie rządowym. Urobienie sobie tego rodzaju sumienia pochodzi stąd, że przed uwłaszczeniem każdy Kurp miał prawo wyrąbać tyle drzewa, ile mu było potrzeba.
Później rząd rosyjski uwłaszczył Kurpiów, skasował wszelkie przywileje a między nimi i wolny wyrąb drzewa. Kurpie jednak praw swoich zrzec się nie chcieli i lasy dawnym zwyczajem za swoje uważali i uważają i drzewa rąbią.
Wódkę rzadko który Kurp pije, bo się jej uroczyście wyrzekał na świętej Misji w Kadzidle roku 1858. Piwo za to, zwłaszcza „browarne”, ma u nich wielkie powodzenie. Zamożność wesela na Puszczy inaczej się nie ocenia, jeno ilością antałków piwa. Im więcej antałków piwa, tym bogatsze wesele. Bywały wesela, na których wypijano do pięćdziesięciu dużych antałków piwa. Wojna nauczyła ludzi wielu złych rzeczy, a kurpików nauczyła łamać „wyrzeczysko”i pić wódkę – której się wyrzekło.
Żaden Puszczak nie lubi, żeby go pogardliwie Kurpiem nazywano i z niego kpiano. A że jest w języku chwat, więc potrafi się odciąć. Jeżeli go kto skrzywdzi, pomści się i to nieraz w sposób barbarzyński np.: przebije sąsiadowi krowę.
Zabudowania z powodu pobliskich olbrzymich lasów mają bardzo dostatnie. Domy budowane są w węgieł, szczytami do drogi. Szczyt frontowy u góry kończy się krzyżykiem, wskutek czego dom ma wygląd małej kapliczki. Okiennice są zwykle farbą lub farbką malowane. Nad i pod oknami często umieszczane są ślicznie rzeźbione gzymsy / Np. w Brzozowym Kącie p. Czarnia widziałem -orły polskie – wyrzeźbione przez kurpiowskiego artystę. Na ścianach wielu domów widać staropolskim zwyczajem pomalowane krzyże. Ogródków przed domami nie ma z powodu marnej gleby i być może lenistwa tego ludu. Zwykle w szczycie domu lub w podwórzu rośnie kilka brzózek, choinek lub krzaków bzu. Drzewka owocowe są tu rzadkością. Każdy dom ma zwykle jedną izbę obszerną, gdzie się podejmuje gości i przesiaduje letnią porą, alkierz gdzie śpią i komorę czyli schowanko dla różnych sprzętów i na kufry do ubrań. Izba przedstawia się jeszcze jako tako.
Podłoga wprawdzie poplamiona, brudna, ale za to ściany pobielone, a na nich parę obrazów, cały rząd w różne kwiatki pomalowanych „kruzycków” /garnuszków glinianych/ i talerzyków, sporą ilość różnokolorowych wycinanek, wyobrażających pawia, leluje, kogutki i inne stworzenia. Na środku izby do sufitu przyczepiony, z bibułki i słomek, misternie zrobiony – pająk. W szczycie, w prawym kącie izby, stoi stół - na którym stoi krzyż i inne gliniane figurki. Przy bocznych ścianach izby stoją ławy a przy ścianie u drzwi wejściowych szafa ze szkłem „na orzech” pomalowana, z różnymi szklankami, talerzami, łyżeczkami. Tu już panuje wzorowy porządek.
Alkierz za to w zwykłe powszednie dni przedstawia obraz nie najlepszy. Bo i
jak utrzymać porządek na co dzień, przy licznej rodzinie, pracy w domu, obejściu a latem i na polu. Porządek w domu robi się na niedzielę i święta, no i na czas kolędy „kiedy ojciec duchowny przyjść mają”. Podłogi wtedy wymyte i piaskiem posypane nieraz w ładne desenie. Stoły i ławy ponakrywane białym płótnem albo kilimami.
Wszyscy pomyci i uczesani czekają na swojego proboszcza.
Kurp jest uparty i z trudnością daje się przekonać. Można mu nieraz całymi dniami tłumaczyć, on wszystkiego wysłucha, nawet będzie przytakiwał, ale zrobi po swojemu.
Obfitość lasów, wspólne obcowanie chłopców z dziewczynami – w czasie pasionki, na jagodach, grzybach, niski poziom oświaty i kultury, są powodem niemoralności, jaka w śród mieszkańców Puszczy częściej się przytrafia niż gdzie indziej. Utrata cnoty jest tam częstszą, co potwierdzają sami w swoich pieśniach zalotnych.
Często opiewa się w nich płacz i narzekanie dziewcząt na utratę „zionka” – wianka.
Np.: Kalino, malino, czerwona jagodo,
Cemu opłakujes, dziewczyno niebogo.
Opłakuje tego, zianka rucianego,
Zem go utraciła dla Jonka swojego.
Tyle o wadach Kurpiów. Teraz pozwolę sobie wspomnieć o ich zaletach.
Przede wszystkim jest to lud głęboko religijny i do swej wiary nieraz fanatycznie przywiązany. Na nabożeństwa garną się całą kompanią - starzy, młodzi i mali. Do sakramentów świętych przystępują wszyscy, z małymi tylko wyjątkami.
Proboszcza swego, jeżeli on jest im ojcem i nie pogardza nimi, szanują, kochają i całkowicie mu ufają. W każdej kłopotliwej sprawie idą do księdza proboszcza po radę mówiąc: „Ojczulku! Jagódko! - poredż noma, bo momy strasne zmartsianie”.
W czasie oktawy Bożego Ciała zakupują mszę św., biorą obrazy i chorągwie z kościoła, śpiewając różne pieśni religijne obchodzą granice pól swojej wioski.
Kurp jest bardzo gościnny. Dawniej wychodząc w pole do pracy, nie zamykał on swojego domu, na stole zostawiał chleb, miód i wodę w dzbanku, aby podróżny mógł wypocząć pod jego dachem i pokrzepić swoje siły. Dziś jeszcze można się tam najeść jedynie za „Panie Boże zapłać”.
Pod względem patriotycznym znani są Kurpie z historii, jak to na Kopańskim Moście, niedaleko Myszyńca /pod Sidzim Borkem/ w roku 1708 pod wodzą Kurpia
- Borowego, walką podjazdową pobili kilku tysięczną armię króla szwedzkiego Karola XII, przez niego samego prowadzoną.
W lesie Jedynaczewskim pod Łomżą, spoczywa Kurp – bohater Stach Konwa,
który w czasie walki Sasów z Leszczyńskim o tron polski, został zdradzony przez pułkownika szwedzkiego Rembindera i zamordowany. Na trakcie z Myszyńca do Czarni, na krańcu lasu, jest miejsce przez miejscowy lud „miejscem poległych” zwany, gdzie pochowanych jest kilku powstańców – Kurpiów, przez moskali w roku
1863 zabitych.
Nikt może w Polsce nie jest tak przywiązany do swojego kąta, do zagonu ojczystego jak Kurp. Nie mogąc się wyżywić na swoich piaskach, niejeden jedzie hen.. za morza po chleb, a co spojrzy w stronę Polski, to płacze za swą Puszczą, za swoją rodziną, za swoimi borami, lasami, piaskami.. Do ust przyciska grudkę ziemi, którą z sobą wziął na pamiątkę i którą chciał mieć przy sobie, gdyby mu przyszło na obcej ziemi umierać. Różni ludzie wynaradawiają się w Ameryce: - rzadki wypadek, żeby Kurp zapomniał, że jest synem polskiej puszczy. Jak tylko mu Bóg dopomoże uciułać trochę grosza, stęskniony wraca do kraju na łono swej puszczy.
Camuś smutny młody Kurpsiu,
Cemu smutna twoja twarz,
Cy o lesie ciągle marzys,
Cy las w sercu tylko masz.
Nędza z domu mnie wygnała,
Los ma rzucił niedzy was,
Śpiewać tutaj nie ma komu,
Suni ni dokoła las.
W czasach niewoli rosyjskiej na czternastotysięczną parafię Myszyniecką jedna była tylko szkoła, a jednak nie było prawie Kurpia, który przynajmniej na książeczce do nabożeństwa czytać nie umiał. Znana była i na Kurpiach kontrabanda pism polskich– nielegalnych, przez rząd rosyjski surowo zabronionych, na czytanie których zbierano się w umówionych domach.
Nie masz ludu ofiarniejszego na cele religijne nad Kurpiów. Świadkami tej ich ofiarności są prześliczne w stylu gotyckim pobudowane świątynie w Myszyńcu, Czarni i w Baranowie. Pobudowane bez niczyjej pomocy, własnym trudem i kosztem
Niejeden kurpik specjalnie jechał do Ameryki, aby ofiarę należną, a nawet większą zarobić i na budowę kościoła złożyć.
Kurp z natury swej jest bardzo zdolny. Zapewnie niejeden zasłynąłby na polu literatury lub sztuki, gdyby miał środki na kształcenie się. Dowodem ich zdolności są przydrożne przez domowych artystów prześlicznie rzeźbione figury i kapliczki, gzymsy nad oknami i w szczytach domów. Dowodem ich zdolności są pieśni które dostosowali do ich piaszczystej gleby, do smutnie szumiących borów i lasów, do przestrzennych nędznych łąk. Kto chce poznać piękny śpiew ludowy i rozkoszować się nim, temu radzę wyjechać do Puszczy Kurpiowskiej, latem naturalnie, bo tylko wtedy bogactwo tego śpiewu ujawni się w całej pełni. Dniem usłyszysz „pasturków” i „pasterki” śpiewających na polanie, w lesie albo na smugach pod borem. Wieczorem zawodzenie dorosłych dziewczyn o Jasiulu złodzieju, co „zionek” ukradł, w nocy chłopców dorosłych pasących koniki na łąkach, wyśpiewujących niby puszczyki leśne przeróżne pieśni, a lasy echem roznoszą je po rosie hen… w dal, i zdaje ci się żeś w kraju marzeń i bajek. Takich miłych wrażeń doznałem i ja kiedy nastąpiło pierwsze moje spotkanie z tą bezgranicznie smutną okolicą. Było to w 1913 roku. Naznaczony wtedy byłem na wikariusza do Myszyńca i musiałem tam jechać końmi. Nastrojony minorowo przez konfratrów, jechałem bardzo smutny.
Jeszcze więcej się rozrzewniłem kiedym wjechał na szerokachny, piaszczysty gościniec i ujrzałem przed sobą liczne wydmy piaszczyste, bagna i olbrzymie ciemne lasy. Gorzko robiło się na duszy i różne czarne myśli do głowy napływały.
Aż tu naraz mija nas ktoś. Patrzę, jedzie Kurp i dwa młodziutke „ksiatuski” skromne kurpianeczki, ale pięknie ubrane. Jechali „kolasą” tj. bryczką bez resorów /wasążek z wikliny /. Odetchnąłem…. Zdawało mi się że w tej Puszczy najwyżej srokę lub puszczyka zobaczę, a ja tu oglądam tak miłe „jagódki”. Radość moja granic nie miała, kiedy usłyszałem smutną, jak tylko może być smutna ta Puszcza Kurpiowska i rozciągłą, jak ciemne bory i lasy, a tak miłą i swojską, i tak dziwnie ujmującą za serce melodię pieśni. „Leć głosie po rosie” . Słów nie słyszałem. Dźwięczały mi jedynie w uszach: melodia i przyśpiewka „ o la i o la la”. Kurpik się oddalał, głos kurpianeczek cichł coraz bardziej i bardziej, aż wreszcie znikł w ciemniach lasu, a ja wsłuchany, chwytałem dźwięki oddalającej się melodii i pomyślałem sobie: Mój Boże ! jakżesz Ci wdzięczny jestem, żeś mi przeznaczył placówkę w tak ciekawej okolicy.
A kiedy na Puszczy nadejdzie ożywiona wiosna, to naprawdę nie wiesz, czego masz wpierw słuchać: czy nawoływania dzikich gęsi, kaczek i różnego ptactwa które tutaj tysiącami przelatuje, czy też śpiewu kurpianek, które przy zachodzie słońca we wszystkich wioskach się odzywają, a echo po rosie niesie ich śpiew, że wszędzie je słyszeć można.
Ponieważ dziwnie spodobała mi się ta pieśń tak odmienna od wszystkich pieśni ludowych z innych okolic, wyróżniająca się od nich przede wszystkim swoim charakterem puszczańskim, postanowiłem te perełki Puszczaków pozbierać i choćby tylko dla siebie na pamiątkę zostawić. Zbierałem je w różnych warunkach, jedne w czasie kolendy, inne w dni świąteczne i niedzielne, kiedy ludzie więcej czasu mają, w czasie wesela i przy spotkaniu dzieci przy pasionce. Najwięcej zebrałem podczas wojny, kiedy zmuszony byłem tułać się po borach, lasach i wioskach i razem z Kurpiami dzielić wspólną niedolę. Całemu zbiorkowi nadałem tytuł : Puszcza Kurpiowska w pieśni – jako najbardziej oddający jego treść.
Najbogaciej przedstawia się wesela na Puszczy. Sądzę że nie omylę się jeżeli powiem, że Puszcza Kurpiowska jest dziś może jedną z niewielu okolic w Polsce, gdzie zachowane są jeszcze śród ludu staropolskie zwyczaje i obrzędy weselne.
Wojna wprowadziła wiele zmian dobrych i złych. Na puszczy wprowadziła zanik do rzeczy swojskich, do rodzinnych zwyczajów, zwrócenie tego co obce. Zniknęły skutkiem tego stare tańce, jak okrąglaki, powolniaki, trampolki, owczarki, mazurki, poleczki, a wprowadzone zostały przykładem „ślachty” różne bostony, fox-troty i one-stepy. W miejsce starych leśnych pieśni wprowadza młodzież pieśni żołnierskie i kabaretowe. Na płacz się zbiera gdy się słyszy, jak młody kurpik który dopiero co powrócił z wojska, wyśmiewa to w czym go ojciec wychował, co ojciec ukochał i co dla nas wszystkich jest miłe i drogie.
Zbiorek mój ma na celu uratować od zagłady i zapomnienia melodie i teksty, coraz bardziej ginące, i zapewnić nauce etnografii materiał wartościowy, gdyż autentyczny.
- - - - - - - - „ - - - - - - - -
Taki własny - „ autentyczny „ szczery i miły opis życia na Kurpiach dał ks Władysław Skierkowski. Jak wspomina - przybył do Myszyńca w 1913 roku i był
wśród „kurpików” przez wiele lat. Był „wśród”, gdyż żeby zebrać tyle pieśni trzeba było z tymi „śpiewakami” spędzić wiele czasu. Jak z adnotacji przy piosenkach wynika przebywał niejednokrotnie w parafii Baranowo. Śpiewała mu Zosia z Witowego Mostu i Zosia z Czarnotrzewia, Marysia z Majdanu, dziewczyny z Baranowa. Opisał różnice w obrzędach weselnych występujące w Baranowie od innych parafii.
Zbiór pieśni ks. Skierkowskiego wydawany był od 1928 roku do 1934 roku.
W czterech częściach zamieszczono w zbiorach 790 pieśni.
Ks. Wł. Skierkowski urodzony we wsi Głużek k/Mławy . W 1913 roku skierowany został na parafię w Myszyńcu. Po dwu latach przeniesiony do Krasnosielca, a po kolejnych dwu latach do Różana. W grudniu 1920 roku został proboszczem w Ciachcinie, a od 1925 roku – w Imielnicy k/Płocka.
Z każdej placówki – parafii, szczególnie w okresie letnim wyjeżdżał na Puszczę aby zbierać „perełki” – pieśni kurpiowskie.
W czasie okupacji jak wielu księży został aresztowany w marcu 1941 roku, a w sierpniu zmarł w obozie w Działdowie.
Zbiory pieśni wydane w latach 1928 -1934 zostały wydane ponownie przez Związek Kurpiów w Ostrołęce w 1997 roku - opracowane w trzech tomach – pod tym samym tytułem „ Puszcza Kurpiowska w pieśni”.
- - - - - -- - „ - - - - - - -
Moim zamiarem jest wyodrębnić część piosenek ze zbioru „Puszcza Kurpiowska w pieśni”- znanych w parafii Baranowo - i śpiewanych po II wojnie tj. w końcu lat czterdziestych i latach późniejszych. Do piosenek ludowych i żołnierskich doszły po wojnie piosenki partyzanckie. Pieśni będą wyrażone tylko w słowach, bo młodzież współczesna i nie tylko, woli słuchać a nie śpiewać.
Opis obrzędów weselnych z okresu przedwojennego dokonany jest z wydania pierwszego z 1928 roku, uzupełniany zmianami jakie nastąpiły w parafii Baranowo po wyzwoleniu w 1945 roku.


